Sekundy od tragedii na Jeziorze Solińskim - wywrócony jacht i pięć osób w wodzie

Sekundy od tragedii na Jeziorze Solińskim - wywrócony jacht i pięć osób w wodzie

FOT. Policja Rzeszów

Porywisty wiatr wywrócił jacht nieopodal Wyspy Małej, wyrzucając do zimnej wody pięć osób, w tym dwie nastolatki. O losie rozbitków zadecydowały minuty - policyjni stermotorzyści rzucili się na pomoc, wydobywając załogę, której zdrowiu już nic nie zagraża.

Wczoraj tuż po godzinie 15 na Jeziorze Solińskim doszło do groźnego incydentu. Silny podmuch wiatru sprawił, że jacht z pięcioma osobami na pokładzie wywrócił się i zatonął, a jego załoga wpadła do wody. Wśród poszkodowanych znaleźli się dwóch mężczyzn, kobieta oraz dwie nastolatki. W akcji ratunkowej kluczową rolę odegrali rzeszowscy i bieszczadzcy stermotorzyści, którzy w tym czasie pełnili służbę na akwenie. Dwa patrole policyjne natychmiast skierowały na miejsce łodzie i skutery wodne. Szybki czas reakcji służb sprawił, że funkcjonariusze dotarli do rozbitków już po kilku minutach. Podjęli z wody wszystkich pięć osób. Medyczne badania wykazały, że ich zdrowiu i życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Następnie do działań włączyli się ratownicy bieszczadzkiego WOPR, którzy zabezpieczyli wywrócony jacht i przetransportowali jednostkę w bezpieczne miejsce. Jak podaje Policja, wypowiedzieli się przypominając o podstawowych zasadach bezpieczeństwa na wodzie: „Wszystko może się zdarzyć – także silna, sztormowa pogoda na bieszczadzkim jeziorze. Zasadą podstawową jest to, aby cały czas podczas rejsu obserwować niebo i analizować ewentualne zjawiska atmosferyczne”. Służby mundurowe stanowczo przestrzegają przed ignorowaniem prognoz pogodowych. Zgodnie z procedurami i przepisami, przed wyjściem z portu należy dokładnie sprawdzić warunki meteorologiczne na najbliższy czas. Złota zasada mówi, że pierwsze oznaki nadciągającego pogorszenia pogody to sygnał do natychmiastowego obrania kursu na najbliższy port lub brzeg. Sztormowe pogody lepiej przeczekać na lądzie, niż ryzykować walkę z wiatrem i falami na wodzie. Przepisy wprost wymagają, aby wszyscy przebywający na pokładzie mieli założone kamizelki ratunkowe.

Ten incydent to brutalna przestroga, która pokazuje, że bieszczadzka pogoda nie wybacza amatorszczyzny, a margines błędu na wodzie liczy się w sekundach. Gdyby nie fakt, że akurat w pobliżu pełnili służbę policyjni wodniacy, zamiast o cudownym uratowaniu pięciu osób, mówilibyśmy o śmiertelnej tragedii na Jeziorze Solińskim. Wywrócony jacht i rodzina w wodzie to dowód na to, że ignorowanie prognozy i brak kamizelek to rosyjska ruletka, w której zamiast ryzykować własne życie, lepiej odwołać rejs i przeczekać sztorm na lądzie.

na podstawie: KWP Rzeszów.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Policja Rzeszów). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.