Bracia z Rzeszowa weszli do konspiracji Pileckiego i zginęli na Cap Arcona

FOT. Starostwo Powiatowe w Rzeszowie
Na kamieniach przy pomniku „Przejście” w Rzeszowie stoją nazwiska, które łatwo minąć wzrokiem. Za nimi kryje się historia dwóch braci – Stanisława i Emila Barańskich – młodych ludzi wyrwanych z miasta, obozowej codzienności i konspiracji, która działała tuż pod nosem esesmanów. Stanisław należał do tych więźniów, którzy pomagali innym przeżyć, a w kręgu Witolda Pileckiego urósł do roli człowieka od zadań najdelikatniejszych i najniebezpieczniejszych. Ich droga kończy się dopiero na pokładzie „Cap Arcona”, w finale wojny, który dla tysięcy więźniów okazał się śmiertelną pułapką.
- Z Dynowa do Rzeszowa i wprost do obozowej numeracji
- Szpital SS dawał oddech i otwierał drogę do pomocy innym
- Neuengamme i „Cap Arcona” zamknęły ich drogę
Z Dynowa do Rzeszowa i wprost do obozowej numeracji
Stanisław Barański przyszedł na świat w Dynowie w rodzinie urzędnika sądowego. Wychowywał się w domu, w którym było jeszcze czworo rodzeństwa. Po przeprowadzce do Rozwadowa, a potem do Rzeszowa, jego szkolna droga zdążyła doprowadzić go tylko do trzeciej klasy gimnazjum. Starszy brat Emil dotarł dalej i w I Gimnazjum zdał maturę, ale wojna brutalnie przecięła oba te życiorysy.
Początek okupacyjnej tragedii nastąpił 1 maja 1940 roku. Niemiecka policja uderzyła w rzeszowską młodzież podejrzewaną o działalność w nielegalnej organizacji. Wśród zatrzymanych znalazło się czterdziestu młodych ludzi, w tym Emil i Stanisław Barańscy. Najpierw trafili do więzienia w Rzeszowie, potem do Tarnowa , a stamtąd – 14 czerwca 1940 roku – zostali wywiezieni do Auschwitz w grupie ponad siedmiuset więźniów. Tam nazwiska przestały mieć znaczenie. Zastąpiły je numery: Stanisław otrzymał 132, Emil 377.
Szpital SS dawał oddech i otwierał drogę do pomocy innym
W obozowym piekle praca w szpitalu SS była jednym z niewielu zajęć, które dawały więźniowi cień szansy na przetrwanie. Lepsze wyżywienie, trochę mniej brutalne warunki i mniejsze ryzyko przypadkowej śmierci od ręki kapo czy strażnika stawały się nagle bezcenną osłoną. Ze szczątkowych relacji wynika, że właśnie tam znaleźli się bracia Barańscy. Nie wykorzystali tego tylko dla siebie. Pomagali słabszym, organizowali wsparcie, szukali pracy i jedzenia dla tych, którzy nie mieli już sił.
We wrześniu 1940 roku do Auschwitz trafił Witold Pilecki, który pod nazwiskiem Tomasz Serafiński dał się schwytać podczas ulicznej łapanki, by z własnego doświadczenia opisać obóz i zbudować tam konspirację. Z jego inicjatywy powstał Związek Organizacji Wojskowej. Od początku obok rotmistrza znaleźli się także Barańscy, a szczególnie zaangażowany był Stanisław. Zachowane materiały pokazują go jako jednego z najbliższych współpracowników Pileckiego i człowieka, przez którego przechodziły ważne, a zarazem bardzo ryzykowne kontakty.
Tę rolę dobrze oddaje wspomnienie Tadeusza Pietrzykowskiego, boksera z warszawskiej Legii, który również trafił do Auschwitz z pierwszym transportem. O swoim kontakcie z Pileckim pisał:
„Czynił to za pośrednictwem Staszka Barańskiego, bo sam nie chciał się narażać na donosy ze strony szpicli obozowego gestapo.”
W innym miejscu Pietrzykowski podkreślał, jak blisko współpracowali ludzie z obozowej siatki:
„Wraz z Tomaszem Serafińskim przybyli dwaj więźniowie – Stanisław i Emil Barańscy.”
To właśnie oni pomogli mu wyjść ze szpitala, gdy po jednej z walk znalazł się na granicy śmierci. Pietrzykowski miał być wykorzystany w pseudomedycznych eksperymentach, został zakażony tyfusem i osłabł do granic możliwości. W dniu planowanej selekcji, która najpewniej zakończyłaby się dla niego egzekucją, pojawili się Pilecki i bracia Barańscy. Wyprowadzili go ze szpitala, a później załatwili mu lżejszą pracę w SS-Revier. Tam zaczął jako sprzątacz, z czasem został samodzielnym sanitariuszem.
Pietrzykowski nie miał wątpliwości, komu zawdzięczał najwięcej. W jednym z listów opisał Stanisława jako człowieka młodego, harcerza, maturzystę i osobę wyjątkowo zdolną. Podkreślał też jego szlachetność oraz ogromny wkład w obozową konspirację. W Auschwitz takie słowa nie były kurtuazją. Były zapisem wdzięczności za cudze życie.
Neuengamme i „Cap Arcona” zamknęły ich drogę
14 czerwca 1943 roku bracia Barańscy zostali przeniesieni do Neuengamme. Tego samego transportu dotarł tam również Pietrzykowski, choć później skierowano go jeszcze do Bergen-Belsen, gdzie doczekał wyzwolenia 15 kwietnia 1945 roku. Jemu pomogły bokserskie umiejętności, bo walki urządzone dla rozrywki esesmanów dawały mu szansę na przetrwanie. Barańscy zostali w Neuengamme do samego końca istnienia obozu.
Gdy wojna dobiegała końca, razem z tysiącami innych więźniów ruszyli w kierunku Zatoki Lubeckiej. Tam załadowano ich na statki. 3 maja 1945 roku Emil i Stanisław znaleźli się na „Cap Arcona”. Alianci, przekonani, że jednostkami próbują uciec niemieckie oddziały, zbombardowali je. Skutek był katastrofalny. Zginęły tysiące więźniów, w tym obaj bracia z Rzeszowa.
Ich nazwiska nie zniknęły jednak z pamięci miasta. Znajdują się na kamieniach ustawionych przy pomniku „Przejście” autorstwa Józefa Szajny, także byłego więźnia Auschwitz. To cichy, ale mocny znak, że za każdym takim nazwiskiem stoi nie tylko śmierć, lecz także odwaga, lojalność i zwykłe ludzkie ratowanie drugiego człowieka wtedy, gdy wokół panował system zbudowany na przemocy.
na podstawie: Powiat Rzeszów.
Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Starostwo Powiatowe w Rzeszowie). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.
Ostatnie Artykuły

Mielec - 23-latek po serii podpaleń trafił do aresztu tymczasowego

W Rzeszowie ruszyły prekonsultacje. Program współpracy na 2027 rok powstaje po rozmowach

Podkarpackie biblioteki w liczbach - czytelnicy wracają, a planszówki rosną w siłę

Amazonka, rowery i kajak. W Rzeszowie spotkają się dwie legendy wypraw

Kolej na literaturę - biblioteczna Noc Muzeów w Rzeszowie rusza pełnym składem

Majowy weekend na Podkarpaciu zakończył się tragedią i serią pijanych kierowców

W Rzeszowie oddano hołd Konstytucji 3 Maja pod pomnikiem Kościuszki

Tarnobrzeg pod policyjną osłoną - mecz Siarki i KSZO bez incydentów

Bracia z Rzeszowa weszli do konspiracji Pileckiego i zginęli na Cap Arcona

48 policjantów z Podkarpacia zaczęło kurs, który otwiera drogę do awansu

Nowy most w Woli Rafałowskiej już służy. Zmienił przejazd i przypomni fundatora

Podpromie zamieni się w turystyczny kiermasz. Na finał zagra KSU

Quady i rowery w lasach - policja i Straż Leśna ruszyły na patrole

