Autobus Ciepła zamknął sezon, a rzeszowski program urósł do ponad 30 tys. posiłków

Autobus Ciepła zamknął sezon, a rzeszowski program urósł do ponad 30 tys. posiłków

Gdy w połowie marca Autobus Ciepła zjechał z trasy, w Rzeszowie zostawił po sobie coś więcej niż tabelę z liczbami. Przez całą zimę był ruchem w stronę ludzi, którzy najczęściej stoją z boku – z miską gorącej zupy, krótką rozmową i poczuciem, że ktoś ich widzi. W sezonie 2025/2026 pomoc działała tam, gdzie mróz najmocniej dawał się we znaki, a miejski system wsparcia pracował szerzej niż sam autobus.

  • Tysiące talerzy zupy i jeden autobus, który nie stał bez celu
  • Pomoc wyszła też na działki, do garaży i pustostanów
  • Czapki, szaliki i skarpety stały się równie ważne jak zupa

Tysiące talerzy zupy i jeden autobus, który nie stał bez celu

Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Rzeszowie zamknął sezon Autobusu Ciepła, ale skala tej akcji pokazuje, że nie była to jedynie zimowa doraźna pomoc. Od 17 listopada do 13 marca, od poniedziałku do piątku, ciepły posiłek można było dostać w czterech punktach na trasie autobusu. W sumie wydano 6099 posiłków.

To jednak tylko część większej układanki. Program działa już od lat i w sumie przekroczył 30 tys. wydanych posiłków. Na przygotowanie jedzenia w sezonie 2025/2026 Rzeszów wydał ponad 14 tys. zł, a za kuchnię odpowiadało Rzeszowskie Towarzystwo Pomocy im. Św. Brata Alberta.

Prezydent Rzeszowa Konrad Fijołek podkreślał, że ten rodzaj wsparcia nie kończy się na samym wydaniu jedzenia.

„Pomoc osobom w potrzebie jest zakodowana w naszej naturze. W Rzeszowie wiemy już, jak docierać do takich ludzi najskuteczniej.”

W praktyce Autobus Ciepła był dla wielu osób nie tylko miejscem, gdzie można było zjeść coś ciepłego, ale też przestrzenią krótkiego kontaktu i zwykłej obecności. W sezonie zimowym taki gest bywa równie ważny jak sam posiłek.

Skala pracy kuchni dobrze pokazuje, jak duże było to przedsięwzięcie. Każdego dnia przygotowywano około 400 litrów zupy, z czego 70–90 litrów trafiało bezpośrednio przez autobus do potrzebujących. Na jedną dobę zużywano między innymi:

– 140–160 kg ziemniaków
– 18 kg ryżu
– 20 kg makaronu
– 16 kg kaszy jęczmiennej
– 30 kg fasoli
– 35 kg grochu
– 100–120 kg buraków
– 20–30 kg jarzyn świeżych lub mrożonych
– 35–40 kg kapusty kiszonej
– 35–40 kg ogórków kiszonych
– 20–25 kg mięsa

To nie są liczby, które łatwo przeoczyć. Za każdym takim zestawem stoi kilkaset porcji, a za nimi konkretni ludzie, którzy tej zimy mogli liczyć na regularne wsparcie.

Pomoc wyszła też na działki, do garaży i pustostanów

Autobus był najbardziej widoczną częścią zimowej akcji, ale miasto nie ograniczało się do stałych punktów wydawania jedzenia. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej prowadził także streetworking, czyli docieranie do osób w kryzysie bezdomności tam, gdzie faktycznie przebywały – na ogródkach działkowych, w garażach, pustostanach, parkach czy na klatkach schodowych.

W takich miejscach najważniejszy był pierwszy kontakt. Pracownicy nie kończyli na rozmowie. Zapewniali podstawową opiekę medyczną i wskazywali, gdzie można szukać dalszej pomocy. To właśnie ten etap często decyduje o tym, czy ktoś zostanie zauważony na czas.

Działania pracowników socjalnych w godzinach pracy ośrodka uzupełniała współpraca ze Stowarzyszeniem Zupełne Dobro. Miasto przeznaczyło na zimową pracę streetworkerów tej organizacji ponad 190 tys. zł. Dzięki temu pomoc była rozciągnięta na całą dobę, a nie tylko na godziny, w których działa urząd.

Taki model wsparcia ma znaczenie szczególnie wtedy, gdy temperatura spada, a osoby w kryzysie bezdomności nie potrafią same dotrzeć do punktu pomocy. Rzeszów postawił więc nie tylko na jedzenie, ale też na szukanie ludzi tam, gdzie przebywają najczęściej i gdzie są najbardziej narażeni.

Czapki, szaliki i skarpety stały się równie ważne jak zupa

W zimowym pakiecie wsparcia znalazło się jeszcze jedno działanie, mniej spektakularne, ale bardzo konkretne. Akcja „Drobny gest, dużo ciepła” polegała na zbiórce rzeczy pierwszej zimowej potrzeby – czapek, szalików i skarpetek – dla osób najbardziej potrzebujących. Miasto przygotowało ją wspólnie z pracownikami MOPS, Rzeszowskiego Towarzystwa Pomocy im. Św. Brata Alberta oraz Stowarzyszenia Zupełne Dobro.

Zastępczyni prezydenta Rzeszowa Krystyna Stachowska zwracała uwagę, że chodziło o przedmioty codzienne, ale w trudnych warunkach mogące mieć ogromne znaczenie.

„Inicjatywa polegała na przekazywaniu rzeczy pierwszej zimowej potrzeby: czapek, szalików, skarpetek, osobom, które najbardziej tego potrzebowały.”

Podkreślała też, że w tym przypadku niewielki gest mógł zadecydować o czyimś bezpieczeństwie.

„Drobny gest mógł nawet uratować komuś życie.”

To właśnie w takich działaniach widać, że zimowa pomoc nie kończy się na talerzu zupy. Liczy się też czapka wyjęta z torby, para ciepłych skarpet, rozmowa na ulicy i człowiek, który pojawia się wtedy, gdy ktoś najbardziej go potrzebuje.

na podstawie: UM Rzeszów.